Przejdź do głównej zawartości

Nieistniejąca miłość

 Każdego wieczoru wychodził przed dom i patrzył w niebo. W niebo usiane milionami gwiazd. Wzrokiem szukał tej jednej. Tej idealnej. Tej, która b y ł a jego. Tak naprawdę ta gwiazda nie należała do nikogo, ale on lubił myśleć, że jest jego. Już jako mały chłopiec wierzył, że gwiazdy też są żyjącymi bytami. Że też mają ciała, zmysły, uczucia... Wierzył, że gwiazdy też kochają i, że ta, którą on p o k o ch a ł odwzajemnia jego uczucie. Czasem podczas tych nocy namiętnego wpatrywania się w gwiazdy wyobrażał sobie, że jego gwiazda przychodzi do niego. Skrada się cicho za jego plecami i znienacka wtula w jego plecy owijając swoje piękne, wypielęgnowane ręce wokół jego brzucha, a podbródek kładzie na jego ramieniu. Albo, że staje przed nim bosa, w pięknej sukni i z przecudnym uśmiechem wyciąga w jego stronę smukłą dłoń. Pochyla się nad nim łaskocząc go kosmykami rozpuszczonych włosów w kolorze złota. Jej brązowe oczy uśmiechają się do niego.
 - Kocham Cię - szepcze mu do ucha zmysłowym głosem. Jest po prostu idealna. Niesamowicie piękna, cudowna, łagodna, uśmiechnięta... Uwielbia tańczyć, śmieje się z jego żartów, śpiewa dla niego lub słucha z uśmiechem jego piosenek klaszcząc w dłonie, gdy skończy. Nigdy nie płacze i mówi mu o wszystkich swoich zmartwieniach. Dlaczego to nie może się spełnić? Przecież byłby dla niej idealnym towarzyszem życia. Kochałby ją, bronił przed niebezpieczeństwem, nosił na rękach by nie musiała męczyć swoich pięknych nóg i nigdy by jej nie zranił. Starł łzę z policzka i wyciągnął rękę w stronę nieba. Tak, jakby chciał ściągnąć stamtąd s w o j ą gwiazdę. Rzeczywistość była zbyt brutalna dlatego często uciekał w świat marzeń...
 - Kocham Cię, moja gwiazdko - szepnął nieświadomy, że powiedział to na głos. Gdy zaczęło świtać wstał i wrócił do domu. Nie wiedział, że jego idealna ukochana nie istnieje. A nawet jeśli zdawał sobie z tego sprawę to nie chciał dopuścić do siebie tej myśli. Och, jaki był niemądry wierząc w miłość, która nawet nie istniała...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chora miłość

 Tak, wiem... Miałam realizować zamówienia. Miałam... No, nic... Zainspirowane opkiem, które kiedyś czytałam. Śpisz, kochanie. Śpisz i wyglądasz tak słodko. Twoje włosy rozrzucone po poduszce sprawiają, że chciałbym w tej chwili być tą poduszką. Oddychasz miarowo przez lekko uchylone usta. Czasem marszczysz swój piękny nosek i wykrzywiasz idealne usteczka. Czyżby śniło Ci się coś złego? Nie martw się. Jestem tu. Nie musisz się o nic martwić... Przytulam Cię delikatnie i leciutko całuję w czoło, a Ty po chwili otwierasz swoje piękne oczy i kierujesz na mnie swój wzrok. Przez chwilę patrzysz na mnie z niezrozumieniem odbijającym się na Twojej twarzy. Uroczo... Ziewasz, a ja zaczynam rozczesywać Ci włosy. Zrobię to za Ciebie byś nie musiała męczyć swej pięknej, delikatnej ręki. - Zrób mi warkocza - prosisz, a ja kiwam głową i zaplatam Ci włosy. Podaję Ci ubrania i wychodzę byś mogła się przebrać. Po kilku minutach wychodzisz z pokoju. Jesteś gotowa na nowy dzień... Jesteś piękna... Je...

Megan Pines x Lizbeth Cipher

 Wiem, wiem... Napisałam w opisie, że nie będzie yuri, ale nic nie poradzę, że ten pomysł ciągle chodzi mi po głowie. Jakby ktoś nie wiedział to bohaterki tego one-shota są bohaterkami moich książek z Gravity Falls. Życzę miłego czytania. Boję się... Boję się zasypiać... Boję się, ale muszę spać. Jeśli nie będę spać to wujaszkowie z pewnością zauważą i zacznie się przesłuchanie, a ja nie chcę... Nie mam ochoty spowiadać im się z tego koszmaru... Koszmaru, który wydarzył się naprawdę... Nie zasnę... Nie chcę... Boję się... Stoję w długim korytarzu. Mój własny mindscape... Mój? To przecież nie ja go stworzyłam tylko ONA. Wbijam wzrok w ciemność. ONA tam jest. Zbliża się, czuję to. I rzeczywiście... Po chwili przychodzi do mnie. Odrzuca swoje warkocze na plecy i przyozdabia twarz uśmiechem, a w jej oczach pojawiają się iskierki. Zupełnie jakby cieszyła ją moja obecność.   - Well, well, well. Znów się spotykamy Meg - mówi, a ja podchodzę bliżej. Czuję siłę, która mnie do nie...

Mikuni x Reader

 (Imię) pov.: - Wychodzę! - zawołałam zbiegając po schodach. W biegu narzuciłam na siebie bluzę i założyłam buty, a po chwili już mnie nie było. Mama nawet nie próbowała mnie zatrzymywać. Wiedziała, że jeśli się tak spieszę to idę na spotkanie z pewnym blondynem. Właściwie to ja i Mikuni przyjaźnimy się od dziecka. Nasi ojcowie chcieli kiedyś rozkręcić jakiś wspólny interes i pomimo tego, że im nie wyszło to mnie z młodym Alicein'em połączyła głęboka przyjaźń. Uśmiech sam wpłynął na moje usta, gdy już z daleka dostrzegłam przyjaciela. - Mikuni! - (Imię)! - zawołał odwracając się w moją stronę i pomachał mi radośnie, a ja po chwili wpadłam w jego objęcia. Przez chwilę wdychałam jego zapach, ale po kilku sekundach się ogarnęłam i od niego odsunęłam. - Tęskniłam... - Posłałam mu uśmiech starając się zamaskować delikatne rumieńce włosami. - Cieszę się, że cię widzę. - Ja też - Złapał mnie za rękę i zaczął gdzieś prowadzić, a ja przygryzłam dolną wargę. Zauważyłam, że Jeje uważnie się w...