Na zamówienie ILoveAnimeLevi
"Jeśli kiedyś zechcesz odejść i zostawić mnie to nie zapomnij, że ja nad życie kocham Cię."
- Cielu?
- Och, Alois. Przepraszam jeśli Cię obudziłem. Nie chciałem...
- Nie szkodzi. Idziesz gdzieś?
- Tak. Muszę już wracać...
- CO?! - W błękitnych oczach blondyna pojawiły się łzy. Naprawdę kochał Ciela i nie chciał go stracić. Granatowowłosy westchnął i ucałował czoło nieco starszego chłopaka.
- Muszę tam iść. Dzisiaj ja i Elizabeth... - Uśmiechnął się smutno. Nie chciał kończyć. Zresztą nie musiał. Blondyn doskonale wiedział co stanie się o 12.30 w kościele. To dlatego zareagował płaczem. Wstał z łóżka i objął Ciela.
- Nie rób tego - poprosił. - Ona nie da ci szczęścia.
- Wiem. Nie chcę tego, ale muszę. Alois... Chcę, żebyś wiedział, że zawsze będę Cię kochał - Ciel uśmiechnął się na wspomnienie wieczoru kawalerskiego i nocy, którą spędził z chłopakiem. Wyswobodził się z ramion nastolatka i odszedł.
- Ja też Cię kocham, Ciel. I nie pozwolę Ci zmarnować sobie życia - wyszeptał Alois i odszukał swego kamerdynera. - Claude, mam dla Ciebie zadanie...
Time skip:
Ciel stał przed ołtarzem czekając na swoją narzeczoną, a właściwie już za kilka minut żonę i z trudem powstrzymywał łzy. Nie kochał Lizzie. To znaczy... Kochał, ale jak rodzinę; nie darzył ją tym romantycznym uczuciem, jakie żywił do Aloisa. W pewnej chwili do świątyni wbiegł mocno zaskoczony Sebastian.
- Panienka Elizabeth! - krzyknął z trudem łapiąc oddech. - Powóz rodziny Middford miał wypadek! Przykro mi, paniczu - dodał patrząc na swego pana.
Ciel wiedział co to znaczy i w jednej chwili poczuł jakby mu nogi wrosły w posadzkę. Dopiero po chwili się otrząsnął i podszedł do kamerdynera.
- Jesteś pewny? - zapytał drżącym głosem.
- Tak. Nikt nie przeżył - Kamerdyner spojrzał na nastolatka współczująco.
Time skip (kilka dni później):
- Witamy w posiadłości Trancy. Mój pan Cię oczekuje, hrabio - wyrecytował znudzonym tonem Claude, a Ciel skinął głową na Sebastiana i ruszył do gabinetu gospodarza. Wszedł do środka i zamknął drzwi, a po chwili poczuł dłonie oplatające go w pasie.
- Nareszcie jesteś, kochany - wyszeptał Alois i złożył na szyi Ciela delikatny, mokry pocałunek...
Wiem, wiem. Z dupy, do bani i w ogóle, ale ostatnio cierpię na ból o nazwie "BRAK WENY". Jeszcze w domu mam nerwy, bo moja mama się podnieca, że znowu urodziny wypadają mi w Niedzielę Wielkanocną (po co ja się w ogóle tym chwalę?) i zarządziła "Wielkie przygotowania do podwójnego świętowania" (jak to nazwała), więc czasu nie mam ostatnio na nic...
Komentarze
Prześlij komentarz